Warning: file() expects parameter 2 to be long, string given in /web0134.php on line 20

Warning: Division by zero in /web0134.php on line 22
 
e-łoś
strona główna | encyklopedia | ciekawostki | galerie | przyjaciele e-łosia | księga gości | ankieta | linki | kontakt
łoś
systematyka łosia
łosie w Poznaniu
Dolina Łosiowa
łoś w innym języku
Alaska: statystyki łosia
łosiowe multimedia
łosiowe gry
kiedy polować na łosie dla dorosłych
mózg łosia (po angielsku)
pies na łosie - Elkhund
Rocky i Łoś Superktoś
słówka łosia
łoś to też samolot
test łosia
łosie rogi
Łosie
łosiowe błota
Łosiów
zdechłe łosie dla dorosłych
łoś na ścianie
łosiek, opowiadanie Grzegorza Buchwalda
łowcy wilków (fragment o łosiu)
o łosiu w literaturze dziecięcej
o łosiach w naszym życiu
naznaczony łoś
czekolada z łosiem
świąteczne serwetki z łosiem
łoś na wystawie Expo 2000 w Hannoverze
łosia kącik kulinarny dla dorosłych
łoś z Dziuplidla dorosłych
gonili łosia po mieście
łoś zabity w Dębicy
łoś na cytadeli
tragiczne zderzenie z łosiem
łoś miejski
łoś nie przeżył zderzenia z samochodem
łosie koło Mysłowic
łoś ocalony z bagna nie żyje
łoś nie przeżył kolizji
łosie na drodze
nad Biebrzą łoś jak na dłoni
urok grajdołka
"instynkt myśliwych" dla dorosłych
uwaga na pijane łosie!
polowania na łosie dla dorosłych
Czarny Łoś
Krystyna Konarska-Łosiowa
Jan Nepomucen Łoś
Feliks Antoni Łoś
Włodzimierz Łoś

dla dorosłych dla wrogów łosi

łowcy wilków (fragment)

Mroźna zima zaległa w kanadyjskiej głuszy. Pyzaty, czerwony księżyc rzucał drżący blask na milczącą pustynię śnieżną. Żaden dźwięk nocy nie zbudził się jeszcze. Zakrzepłe jezioro, obrzeżone półkolem sosnowego boru, wyglądało jak olbrzymi amfiteatr. Po drugiej stronie, tuż niemal nad szklistą taflą, stały gęste krzewy modrzewi, a śnieg i szron osnyły ich gałęzie ciężkim pokrowcem. Wśród pni panował nieprzenikniony mrok.
Olbrzymia biała sowa wynurzyła się z tego mroku, zatoczyła wielkie kolisko i skryła się znowu w gęstwinie drzew. W chwilę potem zabrzmiał jej ponury głos, nieśmiały jednak, jak gdyby mistyczna chwila ciszy nie minęła jeszcze. Śnieg, który padał cały dzień ustał już i tylko powiew wiatru pieścił czasem oszronione konary. Panował niezwykły chłód; człowiek pozbawiony możliwości ruchu w ciągu godziny zamarzłby na śmierć.
Ciszę przerwał raptem jakiś dźwięk niski a drżący, niby głębokie westchnienie. Nie wydała go pierś ludzka. Myśliwy, gdyby się tu przypadkowo znalazł, ująłby wnet mocniej kolbę fuzji. Dźwięk szedł z modrzewiowej kępy. Milczenie, które wnet zapadło, zdało się głębsze jeszcze. Sowa, niby bezszelestny kłąb srebrnego puchu, poszybowała nad zamarzłą gładź jeziora. Po chwili westchnienie powtórzyło się, znacznie jednak cichsze. Bywalec kanadyjskich puszcz skryłby się w mroku konarów i słuchałby, i patrzył, i czekał ciekawie; dźwięk bowiem dawał się już rozpoznać jako zdławiony bólem głos rannego zwierza.
Bardzo wolno, pełen nieufności zrodzonej w dniu dzisiejszym, olbrzymi łoś wkroczył w obręb księżycowego blasku. Jego wspaniały łeb, zgięty pod ciężarem potężnych rogów*, poprzez jezioro skradał się badawczo ku północy. Nozdrza miał szeroko rozwarte, oczy lśniące, a na śniegu, którędy przeszedł, czerniała smuga krwi. Sosnowy bór wydał mu się bezpiecznym schronieniem. Poprzez głęboko zawianą śniegiem lodową taflę kroczył wolno i z ogromnym trudem; patrząc nań, każdy odgadłby z łatwością, że łoś jest śmiertelnie ranny.
Gdy modrzewiowa kępa pozostała już kilkadziesiąr metrów w tyle, łoś przystanął, wysoko uniósł łeb, kierując rozwarte nozdrza ku niebu, i nastawił długie uszy. Łoś przybiera zawsze tę postawę, ilekroć chce pochwycić daleki dźwięk. Ogromną ciszę nocną przerywało jednak tylko płynące z drugiej strony jeziora ponure hukanie sowy. Mimo to potężny zwierz stał wciąż bez ruchu [...]. Co za tajemnicza groza budziła się w głębinie leśnej? Najbystrzejszy ludzki słuch nic by nie uchwycił. Ale długie, niezmiernie czułe uszy łosia łowiły daleki pogłos. Zwierze uniosło łeb wyżej jeszcze, nozdrza jego pochwyciły wiew ze wschodu, zachodu i południa, ale północ jedynie zdawała się go obchodzić.
Spoza wstęgi sosnowego boru dotarł wkrótce dźwięk tak wyraźny, że i ludzkie ucho mogłoby go już usłyszeć. Była to niby końcowa nuta żałosnej skargi. A z minuty na minutę dźwięk rósł, czasem brzmiąc donośnie, czasem zamierając w dali, ale zbliżając się bezustannie; był to łowiecki zew wilczego stada.
Czym dla zbrodniarza jest stryczek kata, czym rząd karabinowych luf dla pojmanego szpiega - tym dla rannego zwierza w pustyni śnieżnej jest głos wilczej pogoni.
Łoś instynktownie wyczuł straszliwą groźbę. Głowa mu zwisła, przez co rogi znalazły się na poziomie grzbietu, i lekkim truchtem jął się oddalać ku południowi. Na otwartej przestrzeni widać go było z daleka; wiedział o tym. Sosnowy bór jednak był mu domem i sądził, że tam właśnie znajdzie bezpieczne schronienie. Miał nadzieję, że osiągnie cel, nim wilki zdołają nadbiec.

James Oliver Curwood
(tłum. Jerzy Marlicz)

*) łoś nie ma rogów, lecz poroże, które zrzuca każdego roku. (przyp. e-łoś)
e-łoś by wojtek nowak
2000 - 2008
wstecz powrót na górę